Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/442

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PIEŚŃ III.

I.
Hej zaszumiały topole nad drogą!
Hej zaszumiały w żalu i zgryzocie:
Świeżem się liściem poszczycić nie mogą,
Skąpanem w słońca wiosennego złocie.
Wiatr je pozrywał i tysiączne krocie
Rozwiał po martwych zagonach, by pierze!..
Śmierć, co się wije, jak mówią po płocie,
Wkrada się w świata promieniste dźwierze
I wszystką krasę rzuca swej zemście w ofierze.

II.
Więc naprzód zbladło ono słońce żywe,
Co się tak śmiało, jak oko dziewczyny —
Oko, spełnioną miłością szczęśliwe.
Potem się zjawił tej smutnej godziny
W górze niebieskiej szmat obłoków siny
I ponad ziemią zaciężył ołowiem...
A potem zwiędły po rowach darniny,
A potem stał się cały świat pustkowiem,
Aż człeka jego nagość przechodziła mrowiem.

III.
Chłopski dobytek dawno znikł z zagonu,
Dawno w dziurawej spoczął już stodole...