Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/441

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
335
WOJTEK SKIBA

LXX.
Lecz niezadługo, jak się często zdarza
Wszem zapaleńcom, mój dzwoniarz piśmienny,
O obowiązkach zapomniał dzwoniarza:
Coś niby łaził, jak gdyby był senny,
Przychodził późno; często i stajenny
Księdza proboszcza już idzie, bywało;
Często, gdy dzwonił, nagle głos brzemienny
Dzwonów się urwie: to jemu się zdało,
Że w głosie tym złowieszcze: »a czy słychać?« brzmiało.

LXXI.
»Dobrze, mój Dyzma« ksiądz proboszcz wciąż prawi,
Dopóki Dyzma dostarczał jałmużny,
Ale gdy chłopi: »myśma nie ciekawi,
Jak trawa rośnie«, »Dyzma człowiek próżny,
Dyzma filozof; niech inny usłużny
Będzie wam dzwonnik«, rzecze proboszcz gminie...
»A żona, księże?« — (nos miała podłużny
I piękne oko między księżmi słynie).
»A! żona! prawda! z żony zrobię gospodynię...«

LXXII.
I tak się stało... żona na probostwo,
A on w łachmanach po wiosce się włóczy,
Za nim dzieciaków, jak jakie paprostwo,
Powiewa ciżba i ze śmiechem huczy:
»Patrzta! filozof! niech nas też nauczy
Swojej mądrości — jak trawa podrasta...
A gdzie Maryna? U księdza się tuczy...
Matula mówią: to »harna« niewiasta
I pulchna jest, jak w dzieży rosły kawał ciasta...«
— — — — — — — — — — — — — — — — — —

Grafika na koniec utworu.jpg