Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/439

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
333
WOJTEK SKIBA

Aby was z dolą zapoznać Wojtkową,
Księdza gosposię przedstawię wam nową —
Owóż stosowną chwileczkę upatrzę
I powiem naprzód, że już była wdową,
Po filozofie, tak, po Dyzmie Wiatrze,
I że ją odziedziczył ksiądz po swym konfratrze...

LXIV.
W Ponikiewicach mąż jej był dzwonnikiem
I dzwonił zawsze, w piątki i niedziele:
Czy komu domek zrobić pod krzyżykiem,
Czy chrzcić, czy sute wyprawić wesele,
Bim, bam, bum Dyzma na wieży w kościele.
Chłopy, bywało, dobrze płacą za to,
Więc i mój dzwonnik przed gminą na czele
Szczycił się krową i bielutką chatą
I kożuch miał na zimę i surdut na lato...

LXV.
Że był piśmiennym, choć swoje nazwisko
Zbawienia świętym podpisywał znakiem,
Więc z swej mądrości zwykł się też chłopisko
Chełpić przed księdzem — przecież nie był żakiem,
Wiedział, że gwiazdy posiał gęstym makiem
Pan Bóg na niebie, że ziemia to pieczeń,
Co się na rożnie obraca, że ptakiem
Słoń jest — chciał jeszcze w szale swych docieczeń
Czy słychać, jako rośnie trawa, ubezpieczeń.

LXVI.
»Dyć, jegomości«, mawiał do książulka,
»Są-ci pyszałki, choć im z za kołniérza —
No Boże odpuść! jak pan, co to Wólka
Mu się należy — powrócił z Paryża
I już nie klęknie u świętego krzyża,
A, jeno dmie się, a tak dmie się sprośnie,