Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/438

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
332
JAN KASPROWICZ

LX.
Coś w dzień następny mój panicz słóweczkiem
Przywita Wojtka ponad zwyczaj skorem —
Wszak, mówię, zawsze był grzeczny —: »Z tateczkiem
O wszystkiem zaraz mówiłem wieczorem;
Lecz tatko na to: zostaniesz doktorem,
A reszta mrzonki... Dalej też powiadał,
Że niby dobrym nie poświecę wzorem,
Gdy będę z tobą tak brat za brat siadał...
Że jesteś niby — chłopem; lecz w tem się przegadał«.

LXI.
Czy się przegadał lub nie, od tej chwili
Wojtek dobrego unikał koleżki;
Już też nikogo więcej się nie sili
Prowadzić z sobą na słoneczne ścieżki:
Stroni od wszystkich... Jak te głogów kierzki,
Co gdzieś w samotnej rozkwitły ustroni,
Którą zielone pokrywają meszki,
Tak jego myśli, kąpiące się w toni
Niebieskiej, kwitną zdala, pełne dzikiej woni...

LXII.
Lecz człowiek, wiecie, to nie żadne głogi,
Które od lasu stronią nazbyt dumnie:
Taką naturę dały nam już bogi,
Że choćbyś, bracie, działając rozumnie,
Zamknął się w sobie, niby w ciasnej trumnie,
To jeszcze widmo, jak ten mgły obłoczek,
Wciska się z zewnątrz i szepce: »chodź ku mnie«,
I ty — posłuchasz, palisz się, jak stoczek,
Jeżeliś, zwłaszcza, skończył siedemnasty roczek...

LXIII.
Pewnego razu... Lecz wprzód, moi drodzy,
Nim jeszcze dalszym pofolguję słowom,
Zanim popuszczę swemu pióru wodzy,