Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/436

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
330
JAN KASPROWICZ

A zresztą człowiek stworzony na męki:
Będę harować... Każdy dąb ma sęki,
Nie dziw, że żywot też-ci nie jest gładki
I że nie wszystko tak idzie od ręki:
Coś począł, dokończ; porzuć one gadki,
Harujmy, aż ostatnie będą wisieć szmatki...«

LIV.
I harowali tak zimę i lato,
Za próg domostwa pędząc niepokoje,
Nazbyt natrętne... A on, patrząc na to,
Czuł, jak wdzięczności wzbierały mu zdroje
W młodzieńczej piersi. Bo wszak-ci ostoję
Człek ma jedyną w rodzicach, co w męce
Spędzają dni swe — dla dzieci... Oboje
Byli mu drodzy, w serdecznej podzięce
Obojgu też całował spracowane ręce.

LV.
Ale to wiedział, że tęczowych skrzydeł,
Co w ciszy dumań niosły go nad ziemię,
Nie da rodzicom; że nie porwie sideł,
W których ich dusza uwikłana drzemie;
Myśli, co jemu rozsadzały ciemię,
Ten duch ich prosty — wiedział — nie podziela,
Bo skąd się na to zdobyłoby plemię,
Chowane w nocy, w trosce, bez wesela?
Więc szukał powiernika, szukał przyjaciela...

LVI.
A wszak to przyjaźń, co ożywia sfery —
Tak sobie szeptał słowami poety[1]
Bez niej nauka to martwe litery,
I ludzie bez niej to zżółkłe szkielety...
Lecz kto tej zaznał płomiennej podniety,

  1. Schiller