Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/435

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
329
WOJTEK SKIBA

L.
Ojciec się starzał... Przed rokiem mniej więcéj
Miał nawet ciężki wypadek, co w łoże
Na »kilka czasów« go rzucił... »Tysięcy
Chciał się dorobić niestworzenie boże!
Jak wół harował — na kogo? Czy może
Na tego synka? Dyć to dmie się owo,
Jak wesz na szewku! Mówią i we dworze,
Że taki na nic! Wystrychnie ich zdrowo
Na dudków« — takie po wsi rozbrzmiewa już słowo...

LI.
»Pewnie, że mają racyą!« — w przystępie
Żalu i troski, rzekł raz Bartosz żonie;
»Człek tutaj siedzi, jak dyabeł na kępie —
Boże mi przebacz — i bije się w skronie,
A znikąd rady uczciwej... Na łonie
To się chuchało, myślący pociechy
Dożyć się kiedyś... Lepiej, że utonie
Wszystko od razu... Bóg daruje grzechy —
A grzechem było piąć się — i — ustaną śmiechy«.

LII.
Ale kobiecku żal się było rozstać
Z myślą, co w sercu wypieściła na dnie:
»Nie wiem-ci, za co Bóg by miał nas chłostać?
Bieda bo bieda! jak komu wypadnie;
A że się ludzie, tak jak koń, na zadnie
Stawiają nogi i szydzą w swej pysze —
Na świecie różnie-ć się dzieje: Któż zgadnie,
Co onych czeka?... Toć to książka pisze:
Pocięte jutro żyto, co się dziś kołysze...

LIII.
Nie idzie dobrze...« — rzecze — »jesteś chory,
Ale ja-ć jeszcze zdrowa, Bogu dzięki,
I krowy-ś jeszcze nie sprzedał z obory —