Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
326
JAN KASPROWICZ

XL.
Na miłość blasków porannego słońca
Nie posyłajcie mnie jeszcze do piekła,
Gdzie pono ciemność leje się bez końca,
I czarna smoła, od żaru rozciekła,
I skąd, gdy duszę w tę otchłań urzekła
Wasza moralność, już niema powrotu;
Na woń tych kwiatów, których nie zesiekła
Ręka, co wszystko dziś poświęca błotu,
Rozwińce ze mną pióra do dalszego lotu!...

XLI.
Mój Wojtuś nie był materyalistą...
Rósł, a z latami gdy i wiedza rosła,
Żądza mu duszę jęła kiełzać czystą,
Co marzeń cudnych czar za sobą niosła:
W łódź wchodził złotą, złote chwytał wiosła,
I tak szybował po bezmiernej fali,
Olśnionej blaskiem dziewiczego posła,
Co spłynął z nieba, co się słońcem pali
I nęci go za sobą wciąż dalej i daléj...

XLII.
I wiatr się rusza i toń cała dźwięczy,
I brzmi powietrze i ziemia dokoła,
Że z niemi razem śpiewa duch młodzieńczy,
Wpatrzon w oblicze jasnego anioła,
I zachwycony z głębi duszy woła:
»Posłańcze boży! promienisty Grachu
Z nieśmiertelności koroną u czoła!
Odurz mnie siłą rajskiego zapachu —
Tą siłą dumnej skroni i tych ócz bez strachu!

XLIII.
O Winkelrydzie! o odważny Tellu!
Nad gór rodzimych niebotyczne wieże
Duch wasz, porwany wspaniałością celu,