Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/431

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
315
WOJTEK SKIBA

Nie córze morskiej, bóstwu niewinnemu,
Ale z systemem, co jest bardzo szczery,
Składacie hołd tiurniurze ulicznej Wenery!

XXXVII.
Ale nie sądźcie, że i mój bohater
Marzył o cudu z srebrnych pian porodzie...
Nie! wówczas jeszcze ów miłosny krater,
Co młode serca rwie, pali i bodzie
Piekącą lawą, że tam już o wodzie
Ani pomyśleć — ratunek daremny! —
Nie miał w nim Etny. O głodzie i chłodzie
O atomicznej styczności wzajemnej
Nie czytał Arystypa teoryi przyjemnej...

XXXVIII.
Arystyp!... Boże!... Lubię filozofy
I tych pieśniarzy, co z babska nie płaczą,
Lecz z życia śliczne układają strofy,
Namiętne, zdrowe, wyblakłą rozpaczą
Nie zaprawione — bachantki, co skaczą,
Wpół pijanego czcząc Dyonizosa;
Strofy, co mlekiem i miodem nas raczą,
A tak się błyszczą, jak tysiączna rosa
Na polach, gdy się w słońce przystroją niebiosa...

XXXIX.
Lecz może znowu powód do obruszeń
Na tę »moralność materyalistyczną«,
Która »ślizkością wężowych pokuszeń«
Żądzę nam w łonie obudza dziedziczną,
Tę chuć zwierzęcą, hydrę stujęzyczną,
Wyciągającą lubieżne języki
Po oną słodycz, po tę krasę śliczną
Niedozwolonych owoców, że krzyki
Tu płone wszelkiej »czystszej, duchowej« etyki...