Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/428

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
322
JAN KASPROWICZ

Gdy kury posną, naderszałe lodem,
Gdzieś na przypiecku; wtedy chłopskie dziecię
Zasnuwa się, jak pająk, w swej nauki siecie...

XXVII.
Na stole kawał stłuczonej skorupy,
A w niej w okrasie barchanowy knotek
Miga, jak żywy, gdy w środek chałupy
Przemknie się czasem, snać w celu pustotek,
Mroźnawy wietrzyk; zęby, jak ów młotek,
Gdy chłop na »babce« w żniwa kosę klepie,
Prawie tak dzwonią: to nic! istny kotek,
Skuli się w kabłąk, lub, jak ptak, się strzepie
I, pięścią trąc, rozkleja te »nieznośne ślepie«.

XXVIII.
To gramatyka, to miła algiebra,
Nieraz do później zajmują go nocy,
Aż krzyże wisną, aż go bolą żebra
Od wybierania tych rajskich owocy;
Nieraz potrzeba »ducha« całej mocy,
By z jakąś składni porać się zagadką,
Aż rozwiązanie, jak ta kula z procy,
Wystrzeli z głowy, co jest niby klatką
Przeróżnych ptaków »wiedzy« lub — starganą szmatką.

XXIX.
To znów z pomocą bakalarskich szczudeł
Pnie się, podrósłszy, na Parnasu szczyty,
Garstką z kastalskich czerpie napój źródeł,
Homerowymi olśnionych błękity;
Z Horacym stawia pomnik niespożyty,
Nad piramidy trwalszy i nad spiże,
Tylko lepczycą straszliwie owity,
Co go mądrości szkolnej szczecią liże, —
Lub piersią wdycha wonie Wirgilego świéże.