Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/423

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
317
WOJTEK SKIBA

X.
O źródło sztuki! o ty stanie średni!
Nawet obrazki dajesz rodzajowe!
Jakżeż to pięknie, kiedy w dzień powszedni
Syn Merkurego kręci tutki płowe,
Mając przed sobą wielką cukru głowę
W ciemnym papierze, jak ten cieniów stożek,
Który słodycze kryje prabytowe,
Lub gdy tabaczkę sypie chłopu w rożek,
Z uśmiechiem w ustach wdzięcznych, jak prawdziwy bożek.

XI.
A gdy w niedzielę lub też w dzień szabasu
Młody pan subjekt, Stasio albo Berek,
Idzie używać poza miasto wczasu
Skroń przystroiwszy w lśniący cylinderek;
Kiedy usiadłszy tam, gdzie stołów szereg,
Z poza szklanego pozerkuje dzbanka,
Jak z »interesu« ściągnięty cukierek
Połyka właśnie urocza kochanka,
O przyznaj, Teokrycie! czyż to nie sielanka?

XII.
Wierzyłem zawsze, prawda, już od dziecka —
A nie mniemajcie, że przezemnie mściwość
Jakaś przemawia — że tylko kupiecka
Świat uszczęśliwić zdolna jest szczęśliwość,
Że wyobraźni znów podsyci żywość
I smak naprawi, skoro się zepsował,
Stanu średniego rozważna godziwość!
Że kraj z pewnością swe skarby uchował,
Gdy strzedz go będzie bankier, fabrykant, konował.

XIII.
O szczęśliwości! o rajska rozkoszy,
Brzęcząca dźwiękiem żółtego metalu —
Dźwiękiem cudownym, który troski płoszy,