Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/419

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
313
WOJTEK SKIBA

Pójdziemy chętnie przez rowy i osty,
Nie uważając na krew i na chłosty,
Gdzie nas powiedzie twa postać nadobna...
A on im na to: »dyć, ja wolę mosty,
Tak leźć przez rowy, to podróż chorobna,
I potem też tak razem — toć lepiej z osobna...«

LXXIV.
Snać przekonały mądre argumenta
Czułe siostrzycki — od tej bowiem chwili
Jakoś się wspólnie nie czulą bliźnięta,
Jedna i druga osobno się mili —
»Dokąd Audasiu?« »Ach! tam słowik kwili
I księżyc świeci! idę do słowika«.
Potem wróciwszy, nucąc: la! la! li! li!
»Dokąd Tenasiu?...« »patrz, jak księżyc znika,
Nim zniknie, chcę się zagrzać u jego promyka!...«

LXXV.
I tak się grzały... Lecz dla Wosia mego
Nie jeden ptak się z tej sprawy wypierzył:
Rodzice malca, widać, dobrze strzegą,
Więc, gdy się rozgłos po wiosce rozszerzył,
Że siak i owak z pannami, nie wierzył
Z początku Skiba, że panny pobożne,
Którym sam Pan Bóg tyle łask odmierzył,
Na takie mogły wejść manowce zdrożne —
Lecz potem go o syna zdjęły myśli trwożne.

LXXVI.
Trza było innej szukać szkoły ....
.............


Grafika na koniec utworu.jpg