Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/414

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
308
JAN KASPROWICZ

O wieku złoty! dzisiaj łez potokiem
Zlewamy szczęścia niedokwitłe ziele.
Żar przygasł, serce zwiędło, trud zabrał wesele!...

LVII.
Wnet się matczyne skończyły zasoby,
Wojtuś już przeszedł elementarz cały,
Więc znowu stary rzecze jednej doby:
»Pewnie-ć, kobieto, ten »gieszeft« za mały,
Trzeba coś więcej; z folwarku słyszały
Też o Wojtusiu panienki: »godzinę«,
Mówią, też rade-by chłopczysku dały...
Nie chcemy darmo... masła osełczynę —
Lub czasem coś się zrobi — toć przecie nie zginę...«

LVIII.
I tak na dalszą szedł Wosio naukę,
Choć nie do dworu, jednak dworu blizko:
Gorzelniczanki ponoć znały sztukę,
O jakiej żadne nie marzy chłopisko;
Były »we szkołach«, widziały ognisko,
W którem się prostak na mędrca przetopi,
Jak na stal świetną zwykłe żelazisko;
Przytem, mówili chłopi i niechłopi,
Obyczaj u nich święty, zła nikt nie wytropi...

LIX.
Już do kościoła, na mszę czy różaniec,
Oweć panienki szły zawsze przykładnie,
Że ksiądz, wiedziały, boży pomazaniec
I że się umie zaczesywać ładnie,
Gdy państwo we świat, jak nieraz wypadnie,
One przed ołtarz w kolatorskie ławy —
Zawszeć pańskiego miały też coś na dnie:
Matka po hrabi czy księciu; tej sprawy
Nikt pewnieby nie zbadał, Boże mój łaskawy!