Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/415

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
309
WOJTEK SKIBA

LX.
Były niczego te gorzelniczanki,
Czy ekonomskie córy, zbyt nie pomnę;
Co do figury, już-ci jak dwa dzbanki
Greckiego kunstu; przytem bardzo skromne,
Chociaż z pod rzęsy źrenice ogromne
Takie ci w serce zapuszczały miecze,
Że gdyby były twe zasady złomne,
Byłbyś był musiał sobie rzec: człowiecze!
Patrz! wpadłeś aż po uszy — któż cię stąd wywlecze?!

LXI.
Lubiły bardzo grywać na gitarze —
Był to instrument w owych czasach modny —
I, co z tem zawsze zwykło chodzić w parze,
Śpiewały przytem, choć nie zawsze zgodny
Bywał ich akord... We wieczór, acz chłodny,
Szły przede dworek i, zwracając oczy
Ku księżycowi, jak gdyby był głodny,
Hymn na wieczerzę słały mu uroczy,
A smętny, aż im samym nieraz łza się stoczy.

LXII.
Często bywało, matula przez okno,
Gdy miesiąc skrył się i wieczór był dżdżysty,
»Dziewczęta«, woła, »toć wam łby pomokną,
Chyba was szatan opętał nieczysty,
Żeby tak kusić«. One: »promienisty
Tak nas opętał księżyc, co przyświeca,
Do serc nam czułych lejąc zdrój srebrzysty,
Tyś prozaiczna, on cię nie zachwyca
Lecz my, o mamo! tęsknim, tęsknim do księżyca«.

LXIII.
I tak tęskniły miesiąc za miesiącem,
Aż po wsi całej baby w głos zapieją:
»Dziwne się rzeczy działy już pod słońcem,