Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/408

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
302
JAN KASPROWICZ

Niby jakowaś kapela ukryta,
Gra coś na niebie i na całej ziemi
Też buczy« — tak jej mówi z oczy świecącemi...

XXXVII.
A matuś na to uśmiechnie się szczerze
I ciekawemu tłomaczy chłopczynie,
Że to Pan Jezus otwarł złote dźwierze
Hen! tam u góry, w niebieskiej krainie;
Że to anioły tak grają, aż płynie
Dźwięk ten na ziemię, gwoli chwały bożéj
I gwoli dusz tych, co w jednej godzinie
Tysiącem spieszą ku wieczystej zorzy,
Rzucając nędzne ciało, które w grób się złoży.

XXXVIII.
Gdy główka spocznie na poduszce w kratki,
Gdy się pierzynką przykryje »cycową«,
Tak one dusze i anioły matki
Naraz mu skrzydłem trzepocą nad głową,
Wszystkie bieluśkie, jakby je kto w nową
Przybrał koszulkę, niby w jego własną,
Którą mu z wolą kupiła ojcową
Matuś na targu ze wstążeczką krasną:
Ba! wyrósł z tej dawniejszej — już mu jest za ciasną!

XXXIX.
Wręcz mu się widzi, że izbę caluśką
Wypełnia ciche bożych duchów granie,
Lecz jeszcze milsze, niż wczoraj, gdy z »muśką«
Tak się wsłuchiwał przy tym żytnim łanie,
Toć na postronka nie zważa targanie,
Gdy gdzieś w lucernę ciągnie go starucha,
Że wszystkie prośby tam na nic i łkanie —
Tylko spokojnie tak słucha i słucha
I sam się bodaj zmienia w niebieskiego ducha.