Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/398

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
292
JAN KASPROWICZ

Nie jest tej myśli, ażeby wam łzami
Nad tem, co było, a co jako kłosy
Padło, zroszone kroplą krwawej rosy,
Wypełniać serce i w tysiączne skargi,
Które tak rwą się daremnie w niebiosy,
Jęk jeszcze jeden wpleść z swej własnej wargi
I z piersi swej i z bóstwem w smutne pójść zatargi.

IV.
A zaś z swej strony nowe rzucać kwiaty
I nowe blaski na wielką mogiłę,
Za trud uważa, niegodzien zapłaty,
Nawet szkodliwy, gdyż duchy, opiłe
Wonią grobową, tracą rzeźką siłę
I zapadają, jak ci, co haszysze
Chłoną swą piersią trujące, acz miłe,
W bezczynny spokój, w tę zmartwiałą ciszę,
Gdzie sercem tylko lekki wiatr marzeń kołysze.

V.
Przeto darujcie, że w innej osnowy
Zamierza dzisiaj uwikłać was sieci,
Że wam podaje poemat snać nowy,
Dziwnie złożony, o sprzeczności dzieci,
Z waszego złota i waszych rupieci...
A jeśli kiedy żądłem, nakształt gadu,
Żal albo niechęć w piersi waszej wznieci,
Nie w nim, lecz w czasie win szukajcie śladu:
My wszyscy wszak miłości pełni, lecz i jadu...

VI.
Więc się urodził, jak się inne rodzą
Zwierzęta ssące, z ojca no i — z matki;
Tylko pod szczęścia pozłocistą wodzą
Nie otaczały urocze dostatki
Jego kolebki. W chacie, na wzór klatki,
Gdzie kury, gęsi, gnieżdżą się i ludzie,