Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/382

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
276
JAN KASPROWICZ

Czy też do mnie; czy czasem nie żarty
Stroi ze mnie listowy: o miedzę
Przecie zaraz tak, jak ja się biedzę,
Jeszcze drugi, też Walkowiak, hara;
Ale rychtyk — Ignacy! koledze
Zaś mojemu jest Wojciech... Niech skara
Mnie Pan Bóg, jeśli zgadnę, skąd ten list, jak mara...

Wtem mój Jędruś aż się w głos zaśmieje:
»No i coście tak się zadumali?
Czy też o tem, co się w świecie dzieje?...
Pewnieć jeszcze króla nie wygnali
Z Bulgaryi... A bo co?... Gadali,
Że wej! nowe chcą robić giewery,
Będzie bieda... Co, tatusiu? daléj! —
Czy o liście? — toć nie bez kozery
Ktoś pisze... Więc otwórzcie... Dajcie te papiery...«

»A dyć! prawda!... na-że i przeczytaj!
Bo ja, mówię, już mam słabe ślepie...«
O te dawne oczy się nie pytaj,
Co widziały, gdy się kania strzepie
Gdzieś o milę, lub gdy wiater ściepie
Jaki listek z białaku, co szumi
Nad Zaborzem... Dzisiaj, choć przyczepię
Szkła do nosa, to zalewie umié
Wzrok dojrzeć wieży w Leszczach... Starość wszystko tłumi...

Ani pewniebyś nie zgadł, od kogo
Było ono pisanie ze świata!
Od Salusi!... O dziewczę, niebogo!
Na co tobie też przyszło!... Twe lata
Tak są młode, a tu ani brata
Ani kuma śród obcych... Mój Chryste!...
Jak te liście, które burza zmiata,
Tak też giną twoje dni, w rzęsiste
Skąpane łzy, nieszczęsna!... Ciężki los, zaiste!...