Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
275
SALUSIA ORCZYKÓWNA

A i człowiek jest też, jak kostrzewa,
Między ludźmi, jeśli na obycie
Z przyjacielem lub druhem nie miewa
Kropelki nawet darmo... No i cóż? rozgrzewa?...«

Nalał sobie raz, drugi... Tymczasem
Ja caluśki aż w głowę zachodzę,
Skądby było to pismo... Za lasem
Nibyć człowiek nie mieszka; przy drodze,
Jak to mówią; więc ci też niebodze
Na znajomych nie braknie... Lecz listy
Zawszeć rzadkie; tak na jednej nodze
Przyjdzie czasem nowina... To czysty
Specyał list ze świata, zwłaszcza w czas śnieżysty.

Czyby, myślę, miał Kaźmierczak do mnie
Wystosować kilka słów z obczyzny?
Tylko mi się zdawało ogromnie,
Że aż het tam! gdzie to kraj jest żyzny
W drogie wina — nad »Rajnem«, siwizny
Szedł się stary doczekać, zdaleka
Od kobiety i dzieci, ojczyzny
By już więcej nie ujrzeć... Człowieka
Za pracą to, sam Bóg wie, dokąd wiatr zawleka.

Albo może — tak znów medytuję,
Pisał Antek Kowalczyk, ten z Mszyska,
Po mej siostrze, który odsługuje
Teraz w wojsku... Serce chłopaczyska,
Widać, niezłe, kiedy, choć nie zblizka,
I o wuju baczy poniewoli...
Lecz mi znowu myśl do łba się wciska,
Że się gdzieś tam nad morzem biedoli,
W Zonburgu, przy ułanach, het! na duńskiej roli.

Więc tak trzymam ten list nieotwarty
I oczami za napisem śledzę.