Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/358

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
252
JAN KASPROWICZ

Kazał winem napełniać... Sposoby
Niejedne już to mają takie psie-wątroby.

A koryta to-ci miał z marmuru,
A błyszczały, jak samo południe:
»Te filary u farnego chóru«,
Mówi Szymek, »choć je nieraz żmudnie
Czyszczą dziady, nie patrzą tak schludnie«;
A przy żłobach to-ci — czysta pycha —
Były pono takie żywe studnie,
W których woda nigdy nie wysycha,
Lecz strzela sama w górę z dziobu lub kielicha...

On też pono czas przesiedział w stajni,
Gdy go ciągła zmęczyła wędrówka;
Takie pany zawszeć niezwyczajni,
By pracować, tak jak w polu mrówka,
Albo chłopstwo... Cedził jakieś słówka,
Lub papierkiem zapalał cygara —
Mówił Szymek, że stutalarówka
Nieraz poszła tak z dymem... Dyć, para,
Nic więcej, dukat u nich... nam bo grosz ofiara!...

Dziwowali się temu Francuzi,
Gdy, powiada ten Szymek, przybędą
Grzbiet poklepać »Nastusi« lub »Józi«;
Bo wiesz, pany, to świętym obrzędom
Urągając, nim szkapska dosiędą —
Ledwie im się uplęgnie, wprzód dadzą,
Jakby na chrzcie, mu imię... Łatędom
Na uciechę puszczał pieniądz z sadzą,
A ci »bon! bon, musyje!« mówi Szymek, radzą.

Ano mógł tak, bo pono-ć miał na to,
Powiadali ludziska wokoło...
Lecz gdy przyszło jedno, drugie lato,
Coś w dąbieckim dworze nie wesoło —