Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
235
DWAJ BRACIA RODZENI

Nie pozwolę na śmiechy... ha! w grobie
Raczej«, mówi Poluchna, »się złożę,
Niż tak synka własnego ozdobię...
Będzie Kazio!... Kaziunio!... We dworze
Jest też Kazio... Kaziunio... w osobie
Swojej własnej pan Kaźmierz!... mój Boże!...«

Tak!... wyciągnie Poluchna z pierzyny
To maleństwo: »pan Kaźmierz w osobie
Swojej własnej!« — powiada... »Jedyny!
Słodki!« mówi, »na honor i tobie«,
Mówi, »wyjdzie i dziecku, gdy chrzciny
Z ekumonem wyprawisz... Chudobie

Twojej będą«, powiada, »honory,
Będzie zaszczyt dla dziecka, gdy chrzciny
Też tak z pańska wyprawisz...« Na bory
Tak! na lasy tej samej godziny
Było wygnać oboje, psie twory!
Ona sukę z szczenięciem... Hm!... winy —

Mojej winy w tem niema... Na cztery
Było wygnać je wiatry, psie twory!...
Tak!... poszedłem do pana Mizery —
Juścić pany są takie rozpory —
I powiadam: »tak! panie, ze szczeréj
Niby prośby to słowo: dał choréj,

Mówię, Pan Bóg żoneczce co nieco —
Trzeba ochrzcić... więc mówię ze szczeréj
Niby prośby: tak! mówię, że lecą
Niby wiórki, gdy ostrze siekiery
Niby drzewa dopadnie; z kobiecą«,
Niby mówię do pana Mizery,

»Tak samiutko, powiadam, jest dolą —
Tak! jak z drzewem jest z dolą kobiecą: