Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
231
DWAJ BRACIA RODZENI

Maciej Piętka, tak mówią: »Jak chcecie!
Dam pod marchew, lecz nie dam za grosik!

Nie dam za ten fenyżek dla dziada!
Dzień odrobku za skibę! jak chcecie!...«
Tak-ci mówią, mój zasię brat gada
Z moją krzywdą: »Ha! bieda was gniecie,
Dam pod marchew za pół dnia...« Okrada
Mnie ten brat mój — czy wiecie? czy wiecie?!...

Świetny sądzie niech wyrok się stanie:
Dał pod marchew za pół dnia... Okrada
Mnie ten brat mój!... Braciszku! jak banie
Wozisz z miasta kobiety... Niewiada,
Skąd masz prawo zabierać w osmanie
Co się zdarzy — i babę i dziada!...

Konie męczysz! ścierają się koła,
A skąd prawo zabierać w osmanie
Co się zdarzy?... Powiadam już zgoła:
»Uczyń rozdział, a wtedy, ty, panie!
Rób ze swojem, co zechcesz! jak smoła
Wtedy lep się do dziadów w gałganie...

Z miasta całe zabieraj obozy —
Tak! rób ze swem, co zechcesz!... jak smoła
Wtedy lep się!... Niech psują się wozy!
Męcz swe konie! okuwaj wciąż koła!
Na postronki kręć nowe powrozy,
Niech ci rwią się, jak zechcesz!... Lecz zgoła —

Tak! powiadam ci zgoła, że zasię
Wciąż na nowe wydawać powrozy,
Pókąd niema rozdziału...« W tym czasie,
Świetny sądzie! pełniutkie my wozy
Mieli żyta... Poluchna w okrasie
Opływała — doprawdy! aż zgrozy