Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
232
JAN KASPROWICZ

Brały człeka na tłustość jej pyska —
Opływała tak Polka w okrasie...
Świetny sądzie! brat starszy z klepiska
Całą garścią brał ziarna i ptasie
Brzuchy, mówię, wypychał... Niech ciska,
Kiedy zechce, ze swego, lecz zasię —

Zasię, mówię, jest bratu do ziarna,
Co ni jego ni moje!... Niech ciska,
Gdy się rozdział już stanie... Hm! parna
Była wtedy godzina... Ludziska
Gdzieś na polach... Żoneczka, jak sarna,
Pogoniła do miasta... Zbyt blizka

Juści nie jest ta droga... Coś kaczek
Wzięła z sobą żoneczka, jak sarna,
Czy koguta na sprzedaż — przysmaczek
Jest to niby żydowski... Tak! skwarna
Była-ć chwila... Jak nędzny robaczek,
Człek się pocił, jak glista przemarna...

My w stodole, powiadam młócili...
Człek się pocił, jak nędzny robaczek...
Wtem w sąsieku mój mały zakwili,
Tak zaskwierczy, jak koło od taczek:
Firut! firut!... Brat starszy w tej chwili
Rzuci cepy: »niedoszły chrześniaczek!

Mój Walosik!...« tak woła... »mój złoty!...
Firut! firut!...« Tak starszy tej chwili
Z bachorzątkiem się ciaćka... »Roboty
Byś się trzymał«, powiadam; »wybili
My ćwiercinę zaledwie... aż poty
Cieką ze mnie, a ten się tu mili...

Jakiż będzie zarobek dziś czysty?
Ziarna ledwie z ćwiercina, a poty