Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
214
JAN KASPROWICZ

Nie zabrakło im grosza w kieszeni
I rozumu nie zabrakło w głowie;
A jak blask ten z słonecznych promieni,
Tak tryskały z nich młodość i zdrowie...

Ej! z dobytku płynąca ty pycho!
Już ty z złotych nie jesteś promieni!
Jak ta nocka, tak skradasz się cicho,
Nie zasypia złe w kojcu twych cieni —
Na rodzonych uwzięło się licho,
Nie poznali już siebie rodzeni...

Tak!... tak!... licho nie sypia, lecz kusi!
Na rodzonych uwzięło się licho
I nasamprzód do ucha Polusi
Zacznie szeptać, jak listek, tak cicho:
»Jedno panem w chałupie być musi« —
Ej! z dobytku płynąca ty pycho!

Ciemną nocką, co patrzy, jak wróżka,
»Jedno panem w chałupie być musi«
Wręcz młodszemu, gdy kładł się do łóżka,
Powtórzyły usteczka Polusi —
»Jużbyś nie miał żadnego serduszka,
Gdybyś folgi też nie dał żonusi...

Chodź, podłożę ci łokieć pod głowę —
Jużbyś nie miał żadnego serduszka!«
Tak precz skomlą jej wargi różowe;
»Wszak ja tutaj, jak dziewka, jak służka!
Nie wiem, czyją oprzątam dziś krowę,
Czyj groch sypię do tego garnuszka.

Juści bieda, gdy żonie nie wiada,
Czyją tutaj oprzątać ma krowę...
Do jednego nas troje zasiada,
A my wszycy stracili już głowę: