Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
213
DWAJ BRACIA RODZENI

Sam uważa na różne nawyczki
I nie liczy się nigdy ze stratą,
Sprzeda źrebię lub korzec pszeniczki,
Juści z tego bratowa ma lato!
To z mosiężną podkówką buciczki,
To znów chustkę francuską, bogatą.

»Na-cie, Polka! przywiozłem« — zawoła —
»Od parady mosiężne buciczki:«
Do świętego lubicie kościoła
Pominować, jak kwiatek różyczki;
Coś człek jeszcze zarobić wydoła,
Będzie jeszcze po trochu pszeniczki.

A tu znowu czepinka jest taka —
Coś człek jeszcze zarobić wydoła —
Dla przyszłego«, powiada, »chrzestniaka;
Boć da Pan Bóg, tak myślę już zgoła,
Na początek jędrnego robaka,
A na obrzęd mnie bracisz zawoła.

Da i pewnie, że mnie to przypadnie
Trzymać do chrztu jędrnego robaka —
Niech bratowa tak naprzód już zgadnie,
Co za imię mam w głowie?... Do kłaka!
Pewnie będzie »Walosik« mu ładnie!
Tak jak dziaduś — Walosik Bodziaka...«

»Bóg wam zapłać... Za wiele miłości! —
Pewnie będzie »Walosik« mu ładnie« —
»Nie dziękujcie, bratowa!... my prości,
Ino Bogu dziękować wypadnie...
A już... miłość... ej! miłość... wszak gości
Szczęście w domu, gdy miłość tam władnie...«

III.
Żyli we wsi dwaj bracia rodzeni,
Dwaj rodzeni żyli braciszkowie;