Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/318

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
212
JAN KASPROWICZ

Żyto nawet nam rodzą moczary,
Gdy grunt żyzny dał innym poślady.

Hej! bratowa! tyś panią w tym domu!
Żyto nawet nam rodzą moczary;
Nie szczędzilim chudoby nikomu,
Nie poszczędzim i tobie ochfiary:
Gospodynią tu będziesz bez sromu —
Jeszczeć wszystkie nie wyszły talary.

Hej! bratowa! nie żałuj warkoczka,
Gospodynią tu będziesz bez sromu!
Ze łzy jasnej obetrzyj te oczka;
Źle-ć tu u nas nie było nikomu,
Wszak brat starszy nie żaden zawłoczka,
Uszanuje bratowę w tym domu...«

Otworzyły jej wszystkie się dźwierze —
Wszak brat starszy nie żaden zawłoczka —
I bratowa szczęśliwa w tej mierze,
Nie żałuje czarnego warkoczka;
Przy dobytku porasta wciąż w pierze,
Tak się sierdzi w chałupie, jak kwoczka.

Cieszy brat się ze serca — ej! cieszy,
Że bratowa porasta wciąż w pierze —
»Szczęście«, mówi, »tak bardzo nie spieszy,
Nie każdego za karczek tak bierze,
Lecz tu, widno, jak w miękkiej kaleszy,
Tak jest dobrze Poluchnie w tej mierze«.

»A! braciszku!« powiada, »bacz na to,
Niech jej będzie, jak w miękkiej kaleszy;
Niechaj zawsze ma u nas swe lato,
Z jej radości i człek się ucieszy;
Nam nie trzeba się liczyć ze stratą,
Nie nosimy dziurawej bekieszy...«