Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/316

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
210
JAN KASPROWICZ

Powrócili z pogrzebu w swe progi,
Z łzy im srebrnej obeschła źrenica,
Ale pamięć zgasłego niebogi
Rośnie w sercu, jak w oczach krwawica —
Jak to żyto, jak siana te stogi,
Tak w nich rośnie wciąż pamięć rodzica.

»Tak mi w sercu«, brat starszy wyrzecze,
»Stoi ojciec, jak w oczach te stogi...
Hej, braciszku! nie pójdziem na miecze,
Nie opęta nas szatan złowrogi;
Twój pot dla mnie, dla ciebie mój ciecze,
Czcijmy wolę zgasłego niebogi!...«

Mija roczek; mijają i lata —
»Pot twój dla mnie, dla ciebie mój ciecze« —
Tak na przemian brat mówi do brata,
Aż się serce raduje człowiecze.
Ich miłości przepełna jest chata,
Dwaj rodzeni nie pójdą na miecze.

A dobytek z dnia na dzień wciąż wzrasta,
Bo miłości ich pełna jest chata...
Z pola zboże, za zboże grosz z miasta,
Snać do swego przykupią pół świata;
We wsi zjada nie jedno subhasta,
A ich mienie wzmaga się co lata.

»Słysz, jedyny!«, tak młodszy brat powie,
»We wsi zjada niejedno subhasta,
Nam bo praca wychodzi na zdrowie
I z dnia na dzień dobytek nasz wzrasta;
Dobrze będzie, tak myślę w tej głowie,
Gdy do chaty zawita niewiasta.

Znasz w Borówce starego Swobodę,
Dobrze będzie, tak myślę w tej głowie,