Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
209
DWAJ BRACIA RODZENI

Jak ta słaba łęcina będziecie,
Gdy w was zginie ten przykaz, by prószę;
Jako czczy ten kłosiczek na świecie,
Który zmarniał w czerwcowej posusze;
Na nic wszystko, co w rękę weźmiecie,
Gdy ta zawiść opęta wam duszę.

Zdrowie, rozum i grosz was odbieży,
Na nic wszystko, co w rękę weźmiecie,
Gdy jak ciasto, zakisłe w tej dzieży,
Przeciw sobie porastać będziecie,
Wskroś niepomni, że z jednej macierzy
Wyszło jedno i drugie to dziecię...

W jednej chacie, na jednym zagonie,
Jako z jednej wyszliście macierzy,
Jako w jednem nosiła was łonie,
Po wsze czasy wam żyć się należy,
Chociaż szatan wszyściutkie swe bronie
Samem ostrzem naprzeciw wymierzy«.


II.
Żyli we wsi dwaj bracia rodzeni,
Dwaj rodzeni żyli braciszkowie,
Nie zabrakło im grosza w kieszeni
I rozumu nie zabrakło w głowie,
A jak blask ten z słonecznych promieni,
Tak tryskały z nich młodość i zdrowie.

Umarł rodzic; ponieśli rodzica
Tam, gdzie w blasku słonecznych promieni
Snać się modli ta biała kaplica
Pośród krzewów i świeżej zieleni;
Łzą im srebrną zabiegła źrenica,
Gdy w grób kładli go bracia rodzeni.