Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/314

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
208
JAN KASPROWICZ

»Jeszcze słówko wam powiem, nim zginę,
Jako marny ten bąbel na fali.

Powiem słówko, co idzie od wnętrza,
Nim, jak marny ten bąbel, zaginę,
Że na świecie jest ziemia najświętsza,
I że w sobie ma szczęścia przyczynę;
Niech w was ku niej nad ogień gorętsza
Będzie miłość, o dzieci jedyne!

Niechże ku niej, synowie, rozpieka
Krew wam miłość, nad ogień gorętsza
Bo wszak klątwa dosięga człowieka,
Niźli czarna morówka zawziętsza,
Gdy swe serce tak trzyma zdaleka
Od tej ziemi, co w świecie najświętsza...

Głód i ludzka pogarda was zmoże,
Gdy będziecie od ziemi zdaleka;
W świat z torbami, czy słota na dworze,
W świat z kosturem, czy straszna jest spieka!
W gnojowisko zmienicie swe łoże
I pies każdy na szyd wasz zaszczeka.

Tak! słuchajcie o skarby wy moje!
Obcy chlewik zmienicie na łoże,
Gdy was myśl ta: »o zagon nie stoję!«
Gdzieś zawiedzie na puste bezdroże,
Gdy złych duchów ogarną was roje,
Że strwonicie, co święte, co boże!...

Lecz nawiedzą was większe katusze,
Gdy złych duchów ogarną was roje,
Które zawiść zasieją wam w duszę,
Że powiecie: »o brata nie stoję!«
Gdy w was zginie ten przykaz, jak prószę:
»Patrz! braciszku! co moje, to twoje...«