Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
200
JAN KASPROWICZ

Ja dla ciebie nie żadna pokrzywa —
Lecz zostań... pójdziesz później... Cóż, że przyszły żniwa!?«

Juści trochę było żal dziewczynie,
Że się niby nie wypląsa szczerze
Między swymi w dożynków godzinie,
Ale potem tak na rozum bierze:
»Pani dobra, słuchać jej potrzeba,
A matusi wszystko wytłumaczy...
Widno, pragnie tego Pan Bóg z nieba,
Że nie może stać się już inaczéj;
Niby-ć jeszcze wszystek czas nie minie,
Nadejdzie jeszcze chwila...« Jednak żal dziewczynie...

Pani dobra... A i pan, prawdziwie,
Jakby z cukru... Nigdy jej marnego
Nie wypowie słóweczka gniewliwie,
A oboje tak dziewczyny strzegą,
Niby własnej... Nieraz, o ty cudzie!
Pan jej kupi jaki szmatek z miasta —
Z wolą pani —, ażeby źli ludzie
Nie mówili, że się pan coś szasta
Dla dziewczyny... Wszystko szło uczciwie —
Jak cukier był panisko... Jak cukier, prawdziwie!...

Tak się zdarzy, gdy pokój omiata,
Pan wychodząc raniutko do biura,
Ręką w pas ją naokół oplata
I przyciśnie do serca: »Jak córa
Moja własna« — tak do niej powiada —
»Jesteś dla mnie, ty wczesny mój ptaku!...«
I dziewczyna bardzo z tego rada,
Że tak państwu przypadła do smaku —
»Nie rzuciłabym ich za pół świata!«
Tak myśli sobie nieraz, gdy pokój omiata...

Nie żałuje nawet grosza dla niéj:
Kiedy wyjdzie z dzieckiem do ogrodu,