Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/302

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
196
JAN KASPROWICZ

Gdzie pogrzebne chorągwie i mary
I lichtarze cynowe i płyty
Potłuczone — snać z dawnej mogiły,
I gdzie stoi od świec czarne pudło,
Czyjeż oczy tak się łzą przymgliły?
Któż w kąciku z tą twarzą wychudłą
Tak wciąż jęczy śród pańskiej ofiary? —
W kościele, tam! pod chórem, gdzie katafalk stary...

Któż tak krzyżem upada i wzdycha,
Że ten dziaduś ze szklannym różańcem
Modły swoje przerywa i z cicha
Pomrukuje do siebie: »Ha! tańcem
Abo inną zapewne rozrywką
Nagrzeszyła, że w strasznej pokucie
Tak żoruje... Juścić, taką dziéwką
Miota większe, niż starym, zepsucie,
Rozgardyasz różny, różna pycha —
Ulituj się jej, Boże! patrz, jak ciężko wzdycha«.

Ulituj się! Bo czyjaż w tem wina,
Że ten człowiek rówien słabej płonce,
Którą, patrzaj, lada powiew zgina
W pył przydrożny, w błoto kalające?
Czyjaż wina, że ma w łonie swojem
Jakieś źródło, z którego wytryska
Złe i wokół rozlewa się zdrojem
Jadowitym i nakształt bagniska
Topi w sobie człowieczego syna
I lilie ziemskich córek — ach! czyjaż w tem wina?

Czyjaż wina, że tak krwawe plony
Zbiera z grzechu, chociaż ręką własną
Jego ziaren nie posiał? Miliony
Dusz w tej walce, jak płomyki, gasną,
Narodzone w zgniłym grobie!... Boże!
Boże wielkich i świętych tej ziemi,