Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
197
NA SŁUŻBIE

Patrz, jak twarde rozściela się łoże
Dla tych grzesznych, co siły wszystkiemi
Żyć pragnęli, a idą na skony,
Zbierając z niewłasnego ziarna krwawe plony...

Tak mówiła ta dziewczyna młoda,
Tak-ci słodkie miała przedsięwzięcia:
»Będę czystą, jak bzowa jagoda,
Będę białą, jako ruń jagnięcia!
Prędzej zgaśnie to złote zaranie,
Prędzej słonko zaginie na niebie,
Nim zapomnę twoje przykazanie,
Nim zapomnę, o nanusiu, ciebie!«
A tu słonko świeci, jak uroda,
Zagasła tylko w wnętrzu ta dziewczyna młoda.

Szło jej w służbie ze wszystkiem, jak z płatka,
Grosz niejeden płynął do kieszeni;
Miała z tego swoją radość matka,
Że córeczka z pismem się nie leni,
Że przy piśmie o starej pamięta
I co nieco pośle na pociechę,
To okrycie, to pieniądz na święta,
By też szczęście weszło pod jej strzechę,
By nie czuła nędzy do ostatka —
O wszystkiem tem pamięta... Tak jej szło, jak z płatka.

Do lubego, co poszedł na kraje,
Za to morze, za te sine fale,
I w liścikach kochać nie przestaje
I w liścikach wynurza swe żale,
Swe nadzieje i swoją tęsknotę,
Szle-ci słówka na białym papierze:
»O mój luby! serce moje złote!
Niech cię Pan Bóg w tej obczyźnie strzeże,
Myśl o tobie sypiać mi nie daje« —
Tak pisze do lubego, co poszedł na kraje.