Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
190
JAN KASPROWICZ

III.
W okieneczku, w komornej izdebce,
U Saluchy, Jagninej »nanusi«,
Mały płomyk noc językiem chłepce,
Niby w kurczach zwija się i krztusi...
Widać, stara żałuje mu »gasu«,
Kiedy żywot prowadzi tak marny,
Że się zdaje — jeden moment czasu,
A zagaśnie zupełnie... I czarny
Zmrok rozdziawi znowu, jak te ślepce,
Miast oczu, puste jamy w komornej izdebce.

Wicher wieje, nagie drzewa trzeszczą
Ponad drogą od śnieżyska siną...
I dlaczego w tę północ złowieszczą
Nie obtuli się stara pierzyną?
Czemu nie śpi na rozsłanym snopku,
Ino wstaje i światło roznieca?
Wszakże dzisiaj nie jest dzień zarobku —
W takim czasie na nic dłoń kobieca —,
Wszak jej dzieci nad uchem nie wrzeszczą,
I po co wstawać w noc tę, gdzie te drzewa trzeszczą?!

W podróż idzie, daleko, do miasta!
Cztery mile dla starej nie żarty!
Cóż jej szkodzi, że cała się schlasta?
Że zczerwieni oczy wiatr uparty?
Przeminęły prawie trzy miesiące,
Jak od córki nie ma wieści żadnej!
Nie zna przeszkód serce kochające,
Cóż jej rozdół i co śnieg jej zdradny!
Coraz bardziej tęsknica jej wzrasta —
Tak! pójdzie szukać córki, chociaż w noc do miasta!

Przedtem zawsze przysłała co nieco,
Okazyją albo inną drogą,