Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
188
JAN KASPROWICZ

I listeczek po listku z tych czołek
Modrych habrów obrywasz. Jak łoże,
Wielkie łoże, zasłane puchami,
Od wietrzyka tak puszą się żyta:
Hej! dziewczyno! czyż ciebie nie zmami
Łan puszysty, byś nie szła, zakryta
Aż po oczy, bez piosnki, jak kołek?
Nie cięży-ć nic, a! chyba ten drobny tobołek.

Wznosisz głowę i słuchasz. — To w żytku
Makolągwa »pięć-kolan« zapiała,
Będzie sprzętów, tak wróży, do zbytku,
Dożyneczki wyprawi wieś cała,
Na dożynki powrócisz, więc łezki
Poco w oczach tak świecą ci jeszcze?
Oczy twoje, jako kwiat niebieski,
Kiedy z góry upadną nań deszcze!
Przy zabawie wrócisz i wypitku —
O! słuchaj! tak ci wróży makolągwa w żytku.

Prawda! prawda! wiadome jej żale!
Luby poszedł na kraje, na dzicze...
Stary rzekł mu od razu: »Ja-ć wcale
Tego sobie, mój synu, nie życzę,
Że-ć do dziewki tej ślepie się tulą!
Czy ja na to harował, by w domu
Mieć synowę z podartą koszulą?
Ba! co nie ma się skłonić nikomu
Przede ślubem, bo ojciec... Tak! w kale
Zrodziła się zbyt grzesznym...« Wiadome więc żale.

I upatrzył dla niego już inną.
Ale z chłopca jest kawałek ćwika:
»Mam ja rzucać, tak rzecze, niewinną,
Której nic się tu złego nie tyka?
A! tatusiu! powiedzieć wam muszę,
Jako żadnych majątków nie pragnę,