Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
186
JAN KASPROWICZ

Gdy nowego cokolwiek usłyszą
Het ze świata! I wszystkie sąsiadki
Wręcz od razu zamilkną i z ciszą
Wścibią nosy w papierowe płatki
I czytają, z zazdrości aż blade,
Gdy matka po ten liścik otworzy szufladę.

A w liściku wyraźnie tam stoi,
Niby w druku, że tak jej, jak w niebie;
Jakich pełno jest ślicznych pokoi,
I że w żadnym się trudzie nie grzebie,
Ino czasem coś kurzu też zmiecie,
Czasem zbiegnie za jakim sprawunkiem,
Potem ciaćka drobniuchne to dziecię,
Co z ślachecka nazywa się Muńkiem,
Abo inak; jak je mleczkiem poi —
To wszystko w tym liściku, niby w druku, stoi.

I napisze, aż matce się wnętrze
Od tej wielkiej radości poruszy,
Jak z wszystkiego, z wszystkiego najświętsze
Przykazanie matuli w jej duszy;
Jak się zawsze przed obrazkiem modli,
Gdy ją chętka poniesie na tańce,
Boć słyszała, że bawią się podléj,
Że tu sami hulają zaprzańce
I że w mieście zgorszenie jest prędsze —
Napisze to, aż matce rozśmieje się wnętrze.

Wstań, dziewczyno! Nadzieja przy tobie,
A nadzieja to śliczna jest pani;
Chociaż człowiek w największej żałobie,
To go przy niej już boleść nie rani!
W mgnieniu oka rozpędza wsze smutki,
A na plecach to ma płaszcz tak duży,
Że obtuli ród człeczy wszyściutki,
Gdy się ku niej przygarnie w podróży,