Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
184
JAN KASPROWICZ

Juści żadne nie przyjdą jej krocie,
Ale ładne zasługi są w mieście,
Ładnym groszem matusi umili
Ten żywot... O, pamiętać będzie każdej chwili.

Każdy miesiąc, jak tylko w te ręce,
Które teraz wyjmują z owicia
Kromkę chleba, by ciało po męce,
Po tej ciężkiej podróży do życia
Przyprowadzić zmęczone — jak tylko
Grosz dostanie zasłużny, dla matki
To i owo zakupi tą chwilką,
Pośle talar niejeden, tak rzadki
U komornic... O szczęście dziewczęce!
Tak! pośle, skoro tylko grosz dostanie w ręce.

Powiadają: »Ba! zawsze inaczéj
W takiem mieście na służbie; do nocy
Nieraz gość się u państwa zahaczy
Trza poświecić na schodach, jak z procy
Trza pobiegnąć do stróża, zapukać,
Niechaj bramę gościowi otworzy,
I gość zacznie w woreczku coś szukać,
Nie znalezie miedziaka, więc włoży
Jej złotówkę i jeszcze jej raczy
Dziękować«. Juści, mówią, w mieście jest inaczéj.

Za posyłki, za różne bieganie
To i mały uzbiera majątek,
A cóż tracić? Swe jadło dostanie
I dostanie należny swój kątek.
Czasem tylko dla siebie coś sprawi,
Co niezbędne — reszta rodzicielce:
Aż się matka z radości załzawi,
Aż łzy spłyną kropla po kropelce
Po watówce, po owym kaftanie,
Sprawionych za posyłki, za różne bieganie...