Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
182
JAN KASPROWICZ

Uda w wierzbę, kruk, jak kruk, wzdyć kraka!«
Tak rzecze — »A ty taka! wygnam! ty owaka!...«

Wstań! nie bolej! nowy świat przed tobą!
Jedwabnisty, strojny w jasne piórka!
Niema co się zajmować chudobą,
Niema co już na obce podwórka
Chodzić, ślepić, czy do wideł nie trza,
Czy nie trzeba czasem do powrąsła!...
Delikatna będziesz tu i bledsza,
Różna słodkość oblepi ci dziąsła,
W szumie przejdzie doba ci za dobą —
Dziewczyno! wstań, nie bolej! nowy świat przed tobą!

Któż cię żegnał — powiedz-że mi sama,
Kiedyś przeszła za progi swej wioski?
»Na damulę idzie, będzie dama,
Aż się nad nią zlituje gniew boski!«
Tak za tobą szepcą te kumole,
Rówieśnice tak chichocą z cicha...
»Juści«, mówią, »tak ją owies kole,
Wyszła z licha i pójdzie do licha,
Dyć, na oścież jest piekielna brama!«
Któż żegnał cię inaczej? powiedz-że mi sama.

Matuleńka! — prawda! — Jakżeż córce
Nie żałować jedynej matusi!
Wszakżeż czucie ma bydlę w w obórce,
A cóż człowiek? Łezki-ż nie wydusi
Nawet jednej z pod ciężkiej powieki,
Gdy go dola, jak ten listek z drzewa,
Gdzieś poniesie na kraniec daleki —
Ona dola, co smutki przywiewa
I ucieka, jak złe, na rozwórce!
I jakżeż matuleńki nie żałować córce?!

O, pamięta — nie dawne zbyt czasy!
Nieraz matka przyjdzie tak wieczorem