Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
181
NA SŁUŻBIE

Czy ci tęskno za przymówką ludzi,
Co tak znajdkiem rzucali ci w oczy,
Aż się w sercu ból, jak żmija, budzi,
Aż się oko, jako nocka, mroczy —
Jako nocka, w mgle tonąca lepkiéj —
Nie żałuj ani ludzi, ni nędznej izdebki...

Niema szczęścia w komornej chatynie!
Bieda z nędzą drą się tam pospołu,
Tam-ci wódka beczkami nie płynie,
Tam nie biją wieprza ani wołu
Na dzień święta, gdy, jak Pan Bóg zechce,
Trzeba uczcić chrzciny, lub wesele...
Wnętrze ściska, podniebienie łechce,
Jak jemioła, tak ten wzrok się ściele,
Gdy tak »gbury« ucztują przy winie —
O, niema szczęścia, niema, w komornej chatynie!

Tam nie przyjdzie czerwona gospocha,
Nie zawieje od pańska tołubem,
Nie wyszczerzy żółtych zębów trocha,
Nie poklaśnie języczyskiem grubem:
»Dyć wam mówię, kumuleńko słodka,
Koło mojej sołtysik się kręci,
Pierwszą druchną wasza już pieszczotka,
Nie pomogą na to żadni święci...
Najbogatszy, a jak walnie kocha...«
Nie powie tak do matki czerwona gospocha.

»A ty taka« — rzecze — »ty owaka!
Wygnam z nory, wygnam het! na światy!
Za komorne oskubię jak ptaka,
Aż zawyjesz, jak ten pies kudłaty!
Ni do rydla ciebie ni do ścierki,
A córeczka twoja — o, doprawdy!
Wie-ci dobrze, gdzie parobcze werki!
Nie dziwota, gałązka się zawdy