Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
147
TYPY

Dał Bóg nam dziecię, chłopak, jak dwie śliwy,
Jędrne ma pyski, z radości aż płonę,
Że będzie szewcem ta pociecha nasza
Lub krawcem, a zaś ona chce mieć — Mesyasza«.

I szewc miał prawdę... Hanka, sama nie wie,
Skąd jej się w głowie brały takie myśli;
Nieraz, jak piękna melodya w śpiewie,
Drży to w jej sercu. I wtedy to kréśli
Obraz w swej duszy, wonny, jak modrzewie:
Na świat ten — mówi — różni ludzie przyszli —
Tacy i tacy, a któż zgadnąć może,
Że syn jej tak nie będzie, jako dziecię Boże?...«

Czytała w książkach nieraz opowieści,
Jak wychodzili męże z nizkich stanów,
Zrodzeni we łzach i ciężkiej boleści,
Lepsi od książąt i od możnych panów;
Jak potem wielkiej doznawali cześci,
Jak byli nakształt tych cudownych dzbanów,
Z których — tak pisze w niejednej książczynie —
Na świat, zmęczony trudem, miód i mleko płynie.

A że dla świata potrzeba tej rosy,
Że świat ten cierpi prawdziwe tortury,
Czyż to nie widać naokół? W niebiosy
Pnie się jęk krwawy, do słonecznej góry,
Że ludzie z nędzy giną, jak pokosy,
Że czem naodziać nie mają swej skóry,
Że mróz nędzarzy w nagie ciało siecze,
Że chleba już nie pomną głodne usta człecze.

Sama-ć na własne przecież widzi oczy,
Jak trzy miesiące już leży w barłogu
Chora Stawarska, a nikt nie przyskoczy
Z możnych, by stanąć na biedaczki progu