Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
144
JAN KASPROWICZ

W pierś on niejedną i dzisiaj uderzy;
Że dźwięk wydaje, jak ten dzwon, w niebiosy
Ślący swój hejnał, ku drodze gwiazd mlecznéj,
Bo duch ten z Boga idzie, bo ten duch jest wieczny.

Tylko ta dzisiaj zachodzi różnica,
Że owi ducha bożego wybrańce,
W szyszak żelazny nie skrywają lica,
Jak ci, co biegli odpierać pohańce,
Orły cezarów, rogi półksiężyca;
Że na bojowe występują szańce
Bosi, obdarci, spragnieni i głodni,
A cisi — bez surm, kotłów, bez blasku pochodni.

I takie czasów dzisiejszych jest znamie,
Że człek cierpienia nie smaga się codzień,
Grzbiet odsłoniwszy, w najludniejszej bramie,
Ażeby grzeszny, ułomny przechodzień
Miał do kajania bodziec w krwawej plamie,
Aby lesbijski lub sodomski zbrodzień,
Szczęście widzący w zmysłowej przewinie,
Nauczył się rozkoszy szukać w dyscyplinie.

Dziś, jeśli walczą, to walczą ukryci,
Drobni, zaledwie okiem dostrzegalni,
Jak te pajączki, co z jedwabnych nici,
Uwitych w ciała własnego przędzalni,
Snowają siatki kunsztowne: pochwyci
Wiatr je lub owad i zerwie, nawalniéj
Jeszcze się biorą do cichego trudu
Sztukmistrze, aż na nowo nie dokażą cudu.

Dziś, jeśli cierpią, to tak, jak te zioła,
Jak ten rozchodnik albo szczaw ubogi,
Które na miedzach rosną lub dokoła
Polnej, dzielącej cudze schedy drogi,