Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
133
TYPY

A gdy się w którem dar boży objawił,
W świat je posyła do wiedzy ogniska.
Węszył talenty i jak chart się wprawił —
»Zresztą — powiadał — znaleźć sprawą łatwą:
Są siły niespożyte między chłopską dziatwą«.

Takim był, wiecie, Rudawski, pan z panów...
Szlachta z początku jęła kręcić nosem,
Śmiać się, że wieś swą zamienił w Pacanów,
Że cham nie drzewem, ale książek stosem
Będzie podpalał w kominku: »z baranów,
Z swojskich baranów trudno jest niestety!« —
Szydziła sobie szlachta — »zrobić rambuljety...«

Lecz gdy z pisklęcia wypierzył się sokół,
Gdy »stado bydła« zmieniło się w ludzi,
»Jakobin z niego!« — krzyczano naokół —
»Tradycyę ojców przeniewierczo brudzi!
Tłum pisma uczy, by krwawy protokół
Umiało kiedyś chłopstwo z nami spisać,
A któż wzburzoną falę zdąży ukołysać?!«

W nieszczęsną chwilę ono słowo rzekli...
Nadszedł czas taki, potrzykroć przeklęty,
Gdzie chytrzy wilcy na słońce wywlekli
Zwierzę z łon chłopskich... Ze zdrady poczęty,
Rozsypał bunt się jako skry... I wściekléj
Od psa wściekłego warczał tłum szalony...
Gdzie szukać wybawienia? gdzie szukać obrony?

»Niech on ratuje!« — wołają — »Ma siłę,
Bo, widzim dzisiaj, swoich w ludzi zmienił:
Rąk swych nie krwawią! Posoką opiłe
Niechaj powstrzyma brytany... Rozpienił
Straszny się potok, niechybną mogiłę,
Gotując dla nas i dla naszych dzieci...
Rudawski niech, jak anioł, z pomocą nam zleci!«