Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
131
TYPY

»Hej! moiściewy« — tak do nich wyrzecze —
»Święci mi żadnej jasności nie dali,
A zaś wielmoże, jak wszystko, co człecze,
Co jest śmiertelne, bywali, bywali!
W wilgotnym grobie skruszały ich miecze,
Mąką z ich kości posypują ziemię.
A pamięć o niektórych gdzieś tam w księgach drzemie«.

Ano z początku było nie do wiary,
Że niby szlachcic zniża się do chłopa:
»Widno, kpi sobie« — tak niejeden stary
Pomyślał fornal — »wszakże jego stopa
Na to stworzona, by deptać nam bary,
A ręka jego, by wymierzać razy,
A język jest-ci na to, by dawał rozkazy...«

Ale Rudawski w ten moment ich uczy,
Jako pisano w Chrystusowem prawie,
Że pycha ludzi przenigdy nie tuczy,
Że wszelki człowiek, pracujący krwawie,
Równy jest drugim, a gdy los poruczy
Jednemu z bliźnich o garść więcej ziarna,
Dla innych niech je sieje dłoń od pracy czarna.

»Mam-ci ja« — mówił — »dobytki, mam brony,
Pługi i radła, cepy i kozice,
Ale te pulchne i tłuste zagony,
Które mi sypką wydają pszenicę,
Waszych mi ojców pot wymierzwił słony:
Nie panem jestem, lecz jednym z włodarzy,
Co stoi na wspólnego mienia twardej straży...«

I wspólne mienie wnet ku wspólnym celom
Począł obracać, chłopom pobudował
Chaty, aż oczy, jak dzień, się weselą...
»Odkąd się człowiek — mawiał — w norę schował
Zmienił się w zwierzę; Bartoszom i Grzelom