Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
108
JAN KASPROWICZ

Była szwaczką — znałem tę dziewczynę —
Pracowała od świtu do nocy,
O, i nieraz przez noc, aż do świtu,
Warr!... deptała — warr!... warr!... warr!... maszynę.

A śród warku maszyny i zgrzytu,
Gdy godzina goniła godzinę,
Gdy sztych znikał — sztych!... sztych!... sztych!... za sztychem,
Nie zostało jej czasu ni chwili,
By się skarżyć na los swój sierocy.
Któż jej życie samotne umili,
Gdy najdroższych grób zamknął na wieki,
A dziecina w przytułku podrzutków?
Łzą zachodzą znużone powieki,
Pierś przytłacza ciężkie brzemię smutków —
Wszystko znosi w milczeniu przecichem:
Może lepszych doczeka się czasów
I lepszego dorobi się chleba,
Wszakżeż trudny zawsze jest początek...
Dorobiła się znacznych zapasów.
Czterech desek — za cały majątek,
Czterech dziadów za całą drużynę;
Wszak to dosyć, cóż jej więcej trzeba?
Była szwaczką... znałem tę dziewczynę...


Grafika na koniec utworu.jpg