Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VII.

SZŁY ZBIERAĆ KŁOSY...

Szły zbierać kłosy...
Rankiem sierpniowym, zaledwie te rosy,
W które się żółte operliły rżyska,
I ona trawa, co smaragdów końce
Śród nich przeciska,
Wypiło słońce;
Rankiem sierpniowym, tej wczesnej godziny,
W szerokie pole, hej! w to pańskie pole,
Na którem, widać, swe całe półkole
Oparły wielkie niebiosy,
Szły kobieciny,
By zbierać kłosy...

Jako te zielska,
Co nakształt płazu wloką swoje cielska,
Albo jak głogi, gdy je wiatr ku ziemi
W onem pustkowiu, co jesień już wróży,
Gnie dłońmi swemi,
Rękami burzy,
Tak się te nędzne kobiety chyliły
Po ten-ci nędzny dorobek... Zdaleka
Do płazu więcej, niźli do człowieka
Pogięte kobiet tych cielska