Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
85
NA ROZDROŻU

Choćby się cały, jak rana, oropił,
Waży?...
Tak i on z nędzy zatopił
Mózg w piciu!...«

A listki
Białej za ścianą topoli,
Kiedy ją powiew ku sobie niewoli,
Że mu oddaje swe łono,
Jakby lubystki,
Lub innych czarów wypiła —
A rosa-ć tylko, która z niebios spada,
Kroplami poi młodziuchę zgwałconą —
Bijąc w okienko,
Poszumów siła
Łączą z tym gwarem, z muzyką
Jękliwą, dziką,
I niby szeptem, tak żałosną straszą
Męką:
»O biada-ż z dolą-ci naszą,
O biada!...«

»Od piekła
Prawdziwie jesteś, rzempoło!
Myślisz zapewne, że duszę ci gołą,
Jak mysz zleniałą, wypocę?!
Skrzypka się wściekła:
Zwolnij-że z tonu, da! zwolnij,
Da! okrągłego, da! pójdę, jak w młynku!
Hej! dni-ć ja harał, hej! harał ja noce,
I cóż wyharał?...
Wódki wygolnę!
Wczoraj wygnali z roboty;
Mój Boże złoty,
I cóż ja zrobił, żeś dzisiaj tak nędzę
Skarał?