Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
78
JAN KASPROWICZ

A z pod zawitki włos, spływając nocą,
Twarz jej owija
W cień —
Twarz, z której znikła gra kolorów zdrowa,
Którymi róża, ta dziewicza, pała
Śród rannych tchnień:
Dziś tu złamana lilija,
Jak na śmierć biała,
Samotnie
Stała.

A oto,
Jak ono ziele, nim je wicher potnie,
Wznosi znów głowę, nad wrotnie
Cięższe powieki:
Spojrzy w tę stronę, gdzie nadbrzeżne błoto,
Znacząc się śladem jakiejś czarnej rzeki,
Czołgać się zdaje ze żółwia ochotą
Ku zasępionej
Wsi.
I znów, patrzajcie! jak rosiste ścieki
Zlewają kwiaty, tak jej lice zlała
Ach! fala łzy
I aż na ręce spryszczonej
Srebrem zadrżała,
Gdy w burzy
Stała...

Zapewne,
Niźli to niebo, co się całe chmurzy
I świat, jak rozpacz, tak duży,
Gniecie ołowiem —
Niż zwiędłe trawy, niż szkielety drzewne,
Co nad jesiennem żółknieją pustkowiem,
Roniąc łzy czyste, ludzkim łzom pokrewne,
Dziś jej smutniejszy
Los...