Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
79
NA ROZDROŻU

Zapewne jeszcze ten, co serca zdrowiem
Igra, jak liśćmi ta wiatru nawała,
Szyderczy głos,
Ponad to błoto wstrętniejszy,
Wieś jej rzucała,
Choć za nią
Stała.

»Dziewczysko!
Hej, chciało jej się tysiączną być panią!«
Tak te języki ją ranią
Ostrzem trującem.
»Co dziś ją czeka? W chlewku legowisko
I kij i torba, boć, prawda! pod słońcem,
Pod bożem słońcem, gdzież równe jej psisko?
Tłuk! tłuk! nic więcej!
Tłuk!...
Dobrze ją sprawił! W swem chciwstwie piekącem
Każda w dostatki opływać-by chciała!...«
W duszy, jak huk,
Jak zawiść wichrów tysięcy,
Ta czerń jej grzmiała,
Gdy blada
Stała.

Jedyny
Syn bogatego nad wszystkich sąsiada
Co dzień nadchodzi i gada,
Tuląc do siebie:
»Cicho, różyczko! o cicho! zdawiny.
Wnet wyprawimy, jak gwiazdy na niebie,
Jak ten miesiączek nad nami, ten siny«.
Wraz i do ojczula:
»Stary wnet myśli wypocząć na chlebie,
Wnet w moje ręce przejdzie huba cała,
Żenić się czas!«