Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.

NA ROZDROŻU.

Jesienny
Wiatr, bezlitosny, jak serc ludzkich sędzie,
W posępnym deptał obłędzie
Życia ostatki:
»Hej! hej! gdzie jesteś, ty wdzięku promienny,
Którym majowe szczyciły się kwiatki?
Gdzie jesteś, kraso? Gdzie, płaszczu wiosenny
Wierzb i topoli?
Hej!...«
Tak wicher szydził z tej ziemi, z tej matki,
Co próżno słońca o litość błagała:
»O słońce, lej
Żary gorętsze po roli,
Nim umrze cała!« —
A ona
Stała...

Sierocą
Tuli dziecinę do młodego łona,
Na którem wisi czerwona
Chustka persowa;
Łzy jeszcze w oczach nie zaschłe migocą,
Na piersi ciężka przechyla się głowa,