Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
70
JAN KASPROWICZ

I nakosiłem...« »Wej! dziecko
Lepiej wam było kołysać w chałupie,
Lepiej do żony, niż bruździć! do domu
Wyspać się krztynę! Pokosy na kupie
Zmiękną, porosną...« »Cisawej jałosze
Zielska naznoszę...«
»Oj, też znosicie — chude, że wej! sromu
Dość macie we wsi i wstydu... racyę
Zawsze ma dziaduś...« »A niech go cholera
Ciężka zabiera!
A niech on zgnije!...
Panie Dorada,
Czy była słuszność u dziada?
Wytrzyjcie sami jej oczy,
Że aż wyskoczy!...«

»Raz rzekłem:
Słuszność po waszej jest stronie;
Dziwię się tylko, że gości
Pani karczmarka sama się pozbywa,
Że na interes...« »My tu ludzie prości,
Nie żadne panie, a z takiem wej! piekłem
I złe się pewno nie zgodzi; za zyskiem
Takim nie gonię...«
»O wielkie cuda! o dziwa!
A też ruszajcie z tym pyskiem,
Hadwokatowi lepiej wódki świeży
Kieliszek wlejcie!... Panie hadwokacie,
Więc sprawiedliwość niby wej! odmierzy
Mnie, jak to mówią, po sam sztrych?... Jak żywa
Istna pokrzywa
Byłeś mi, dziadu! lecz czekaj!... O stracie,
Pan wie, nie gadam... Rychtunek z nim zrobię,
Że go!... psianogi drelichy na dyabła!
Baba zesłabła,
Dyć niech i sobie!
Fi! fi! Barbarko