Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
69
Z FLORY SWOJSKIEJ

Tak cię wykąpię na sucho
Że cię, ty — jucho!...«

I ręką,
Ciężką jak topór stalowy,
Jak święta ziemia, tak czarną,
Huknie ci w stół ten, że w karczmie aż ściany
Tak się zatrzęsły, jakby jeno marną
Były purchawką, że ten sufit, miękką
Sadzą, by jedwab czarniawy, pokryty,
Prawie na głowy,
Na te niebieskie kaftany,
Na te spencery i świty
Zdawał się walić... Nawet lampka mała,
Jak widmo jakieś lśniąca nad szynkwasem,
Od tego huku zlękła się i drżała...
A ona flaszka, którą Ćmuk, pijany
Za boże rany,
Jak mówił straszny zbereźnik, »tymczasem«
Na stronę jeszcze odstawił w ferworze,
Spadła, zlewając mu strugą opary
Te szarawary,
Co mu nieboże
Żoneczka miła
Własną swą dłonią uszyła
Z jakiegoś, widać, drelichu —
Ludziom do śmiéchu...

»Też, Ćmuku!
Skaranie boskie, na szkodę
Ino łazicie...« »Karczmarko!
A co wam gadać!... są-cić u mnie grosze,
Zapłacę wszystko... Fi!... fi!... fi!... Barbarko,
Ty psia bestyo! czy już nie masz tuku
W tych swoich kościach?... Oj! mam ci kobiecko
Niby jagodę!
Oj, koszęć żyto, da! koszę