Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
67
Z FLORY SWOJSKIEJ

Jednem spojrzeniem; u Kuby Mięczaka
Uwiędła krowa, a pisze,
Jak słyszę,
W dawnych, wej! książkach, że wszelka
Ladaczka-żmija
Nad bydłem
Nawet ma rękę...« »Dyć, mówię: najwięcéj
Jednak nad ludźmi. Widzimy,
Czem onej zimy
Stał się Żużelka,
A w co się dzisiaj za dechem obrzydłym
Tej morownicy zamienia
Bartek Golenia:
Ni jęk dziecięcy,
Ani go żony powstrzymają żale
W grzesznym zapale!

Ano, bo widzisz, wszystko ci to jedno,
Czy masz kobietę, czy płaczą ci dzieci;
Gdy taka wzrokiem chce trapić, to w sedno
Samo już trafi, że w chacie
O stracie
Wówczas nie myślisz już żadnéj;
Dusza ci leci
Spalona
Na potępienie, jak gdybyś wycisnął
W gardło psiankowe jagody,
Stary i młody
Tutaj bezwładny
Prawie zarówno... Tak! tak! dzieci, żona,
Stodoła, stajnia, chałupa,
To śmieci kupa!
Takeś uwisnął
Przy onej dziewce, jak ten mech-lichota
Tu wej! u płota...«

Grafika na koniec utworu.jpg