Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
63
Z FLORY SWOJSKIEJ

Bom też, co prawda, na smutki
I wódki —
Jak wej! to wiecie, gdy żona
Zwłaszcza jest chora —
Więc idę,
Aż tu mi babsko ścieżynę zachodzi:
Ślepie mgłą zaszły na wiatrze,
Przecieram, patrzę —
Juści to ona!...
A też mi leziesz na moją wej! biédę,
Tak sobie zaraz pomyślę
I w duszy kréślę,
Jak w takiej chwili się godzi,
Święty znak krzyża i mam już ochotę
Minąć niecnotę...

Lecz cóż? myślicie... czyż mogłem ja śmiało
Niby zawrócić?... Zajrzała mi w oczy,
A tak z podełba, aż mi grzeszne ciało
Przejął dreszcz jakiś... Ty Boże!
Na dworze
Był dzień-wam jasny, jak woda
W swojej przezroczy,
A równie
Czułem, że wokół robiło się ciemno« —
»Ba! i nie dziwno, to czary!
Ot, wiesz, ten stary
Tomek Swoboda
Takąż powiadał rzecz o sołtysównie,
Kaśce Olszance, tej z Grabia,
Że jak mu wabia
Zadała siłą tajemną,
Tak wszystko skutkiem tej nieczystej mocy
Widział, jak w nocy...«

»Prawda... lecz zważcie: »Michale«, wyrzekła,
»Pono-ci twoja zaledwie już dycha,